Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

yarecky.pl

Wiele w ostatnim czasie pojawiło się w sieci opisów które kojarzą się z opowiadaniami z kolorowych czasopism z lat 90 - czyli "Mój pierwszy raz". I chodzi również o inicjację, jednak zgoła inną, niż opisywana w starych Popcornach. Dlatego pozwólcie, że podzielę się swoimi spostrzeżeniami od strony człowieka, który w Tridentinach bierze czynny udział od jakiegoś czasu. 

 

Pierwszy raz na Mszy Trydenckiej byłem w roku 2008, w Wielkanoc, na ślubie moich znajomych. Pierwsze spotkanie, które mnie urzekło, a to z powodu dostojeństwa - nie tylko chwili, ale - nigdy nie spotkałem się z takim pietyzmem, takim zaangażowaniem osób uczestniczących we Mszy - w tym i ministrantów.

 

Później zdarzało mi się uczestniczyć w celebracjach ze swoim Synem (wtedy kilkuletnim). Od jakiegoś czasu Msza Wszechczasów sprawowana jest w kościele parafialnym w którym pracuję. I - z racji swojego zawodu - jestem osobą odpowiedzialną za śpiewy w Jej trakcie.

 

Pierwsze zestawienie z NOM (Novus Ordo Missae) - tu wszystko jest jasne. Nie ma zbyt wiele miejsca na indywidualność. Itroit, Kyrie Gloria, Graduał, Tractus/Allelluja, Credo, Sanctus, Agnus Dei, antyfona Maryjna. Jest więcej czasu na improwizację organowe i na wyśpiewanie więcej niż jednej zwrotki pieśni na Ofiarowanie.

 

Uczestnicząc we Mszach jako "zwykły" uczestnik za każdym razem znajdowałem i odkrywałem nowe symbole, którymi przepełniona jest Msza. Chociażby - ucałowanie Ołtarza jako symbol zdrady Judasza, czy - kojarzące się wszystkim postawienie Kapłana tyłem do ludu, co automatycznie stawia Go w roli przewodnika zgromadzonych ludzi, osoby, która wstawia się przed Bogiem za nami czy też tego, który w naszym imieniu Boga przeprasza. Symboli oczywiście jest więcej - jednak każdy z nich wymaga osobnego "potraktowania".

 

Po pewnym czasie odkryłem również, że nieznajomość łaciny nie jest aż takim problemem, jak próbuje się ludziom wmówić. Skoro - świętemu Augustynowi - według przekazów - dziecko powiedziało, że szybciej przeleje ocean do rowu niż on pojmie tajemnicę Trójcy Świętej, to ja mały, grzeszny nie muszę wszystkiego rozumieć, nie muszę wszystkiego słyszeć. W momencie kiedy człowiek nie musi "pilnować" wypowiadanych formuł (jak ma to miejsce w NOM) - więcej czasu pozostaje na osobistą Adorację.

 

Łacina używana w Liturgii pokazuje również - dosłownie - uniwersalizm i powszechność Kościoła. Doświadczyłem tego na własnej skórze, gdy obok mnie w ławce we Mszy uczestniczył Murzyn, a dwie ławki wcześniej osoba, która po wyjściu z Kościoła posługiwała się językiem niemieckim.


Pamiętam również jakiś przekaz zapisany przez polskich emigrantów (pierwsza emigracja do USA), że wchodząc w pierwszych dniach do lokalnego kościoła mogli poczuć się jak w domu. Być może nie rozumieli tego, co było w kazaniu, jednak słysząc "znane sobie formuły" wiedzieli, że są w Domu.

 

I jeszcze raz perspektywy organisty - kantora. Po pewnym czasie (powiedzmy, po dziesiątej przygotowywanej Mszy) neumy czyta się, jakbyśmy na nich byli wychowani. Gra się również dowolnie, dostosowując zapisany tekst do możliwości skali śpiewaków. Wystarczy odrobina dobrej woli. Tutaj, jeżeli "wczujesz się" w harmonogram czynności Kapłana nikt nie zwróci Ci uwagi, że improwizacja była za długa, albo za krótka. Po prostu - Kapłan wykonuje określone czynności, ty zaczynasz wykonywać określone części stałe/zmienne.


Można też, z ludźmi chodzącymi na Tridentinę robić piękne rzeczy. Tutaj nikt nie ogląda się na drugiego, tylko, gdy może śpiewać, to śpiewa. I nie potrzeba wielkiej ilości osób, aby odśpiewać Gloria w taki sposób, że przechodzą ciarki (tutaj nagranie z NOM z Notre Dame w Paryżu)

 

 

I powiem tyle: udało nam się w ten sam sposób zaśpiewać Gloria i gdy sobie tylko to przypomnę, przechodzą mnie ciarki po plecach. Autentycznie. Schola składająca się z czterech osób i jakieś 100 osób w nawie. Była moc. :)

 

I na sam koniec. Wiele słyszę głosów z różnych kościelnych kręgów, że próbujemy wskrzeszać stare rzeczy, które już odeszły w zapomnienie, czy też to, że wielu osobom to się nie podoba, że wiele osób wręcz jest wściekłe na kultywowanie tego, czym przez wieki żył Kościół. I każdy z takich głosów pobudza mnie do jeszcze większego zaangażowania się w pielęgnowanie tradycji. Mnie, prostego organistę miejskiej parafii, gdzieś na wschodzie kraju.

¤ outsourcing ¤ joomla ¤ antywirus ¤  lubelskie ¤ serwis PC ¤ katalog firm ¤ sklep komputerowy ¤ papierosy elektroniczne