Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

yarecky.pl

Jak donosi Gazeta Wyborcza, kandydat do Europarlamentu, Marian Kowalski śmiał obić człowieka (znanego z imienia) w klubie, dla którego pracuje. Miało to miejsce w lutym (miejmy nadzieję, że tego roku) i dopiero teraz człowiek postanowił przyjść z tym do Gazety (bo prokuratura, bez odpowiedniego artykułu w Gazecie jeszcze by wydała nie taki wyrok jak trzeba).

 

A ja widzę to tak: gościu komuś w lokalu podpadł, może nawet doszło do jakiś rękoczynów wobec innych klientów klubu i jako osoba zakłócająca spokój został wyproszony. Kamery nagrały wszystko, tylko nie moment pobicia, więc mamy dwie możliwości. Albo właściciel klubu zataił moment pobicia, albo człowiek dostał w pysk po opuszczeniu lokalu. I osobą która to zrobiła nie był ochroniarz klubu, tylko przypadkowy człowiek, który miał trochę więcej krzepy. Albo też, adwokat poprosił o nagranie z monitoringu w momencie, gdy w sposób samoistny zostało ono usunięte. Ponieważ nagrania przechowuje się przez określony czas. Jeżeli ktoś w kwietniu chce nagrania z lutego, to podziwiam. Przepisy mówią o maksymalnie 90 dniach przechowywania nagrań (zrealizowanych w przestrzeni publicznej) i maksymalnym okresie przechowywania - 30 dni.

 

Mariana znam od paru ładnych lat. Jest to osoba o dobre dwie głowy niższa ode mnie. Kilka razy miałem potrzebę rozmowy z Nim i zwykle odbywały się podczas Jego pracy. Jakiś koncert, jakaś osiemnastka podczas której kluby były zamknięte na "wyłączność". Wpuścił do klubu parę osób, zamieniliśmy trzy zdania, później następna grupka weszła - kolejne. Nasze rozmowy trwały sporo, więc miałem czas przyjrzeć się dokładnie pracy ochroniarzy w lubelskich klubach. Było wtedy kilka sytuacji podbramkowych, ale ani razu nie została użyta siła w taki sposób, w jaki opisuje to Gazeta. Zwykle wystarczało objęcie za ramię delikwenta i ustna perswazja. Z tego co wiem, ochroniarze lubelskich klubów mają takich spraw kilka w ciągu roku, w których to pokrzywdzony (często podpity/naćpany) jegomość próbuje winę za swoje złe prowadzenie obciążyć osobę postronną, która mu w czymś zawiniła.

 

Zresztą, Marian się tym zajmuje profesjonalnie od wielu lat, więc jako profesjonalista nie pozwoliłby sobie na takie zachowanie. Dlatego, podobnie jak inne opowieści zamieszczanie na łamach Gazety Wyborczej można sobie włożyć na półkę między "Przygodami Kubusia Puchatka" i "Akademią Pana Kleksa".

¤ outsourcing ¤ joomla ¤ antywirus ¤  lubelskie ¤ serwis PC ¤ katalog firm ¤ sklep komputerowy ¤ papierosy elektroniczne