Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

yarecky.pl

Ostatnimi czasy sporą część mojego dnia spędzam za kierownicą samochodu, przemierzając wschodnie tereny naszego kraju. Dziś wróciłem z "wycieczki" do Ostrowca Świętokrzyskiego. I patrząc się na to, co się dzieje na drogach mam pewne przemyślenia.

W najkrótszej opcji - ta wyprawa ma całe 107 kilometrów. W najdłuższej - 127. Tyle przynajmniej podaje Google Maps. Gdy pierwszy raz przemierzałem tą trasę, zajęło mi to dwie godziny i kwadrans. Dziś udało się wyrobić w półtorej. Moja trasa ma 117 kilometrów. Tak więc, średnia wyszła mi 78km/h. Jak na nasze drogi - bardzo dobrze. Ale nie jest to idealnie. I chyba nigdy nie będzie.

 

Brak nam na ścianie wschodniej dróg szybkiego ruchu. Nie wymagam autostrady, ale zwykła droga ekspresowa w zupełności załatwiałaby sprawę. Przy średniej prędkości 110 km/h osiąganej na drodze ekspresowej, 90 kilometrów które mam do miejscowości osiągnąłbym po 50 minutach, a kolejne 30 kilometrów - po następnych 20. Razem daje to astronomiczną liczbę godziny i 10 minut.

 

Może ktoś pomyśli, że jest to jedynie 20 minut. Pół godziny. Jednak, gdy do tego dodamy powrót krótszy o taki sam czas w ciągu dnia oszczędzam godzinę czasu. W Ostrowcu jestem średnio raz na miesiąc. Wiec, za kółkiem "tracę" jedną dniówkę. Znowu - mało. Jedna dniówka na pół roku (roboczych około 120 dni).

 

Jednak, jeżeli moją dniówkę przemnożymy przez wiele tysięcy innych kierowców, którzy codziennie pokonują podobne odległości, aby dostać się do pracy - wychodzi już konkretna liczba. 

 

Nie wiem, jakimi metodami liczenia posługują się nasi posłowie i inni zarządzający naszym krajem. Ale przez palce ucieka nam wiele milionów godzin dziennie. W moim przypadku jest to około dwóch dni na miesiąc. Bo Ostrowiec Świętokrzyski nie jest jedynym miastem do którego jeżdżę. Przemierzam kilometry od Białej Podlaskiej po Jarosław, Przemyśl i Zakopane. Taki mam obszar działania.

 

Nie, nie jestem przedstawicielem handlowym, tylko serwisantem oprogramowania. Moimi klientami są firmy, biura rachunkowe, hurtownie. Wiele czynności serwisowych załatwiam zdalnie przy użyciu pulpitów zdalnych i innych wynalazków. Jednak czasami trzeba pojechać i zrobić coś bezpośrednio przy komputerze. I wtedy zaczyna się dramat. Dlaczego do Warszawy, do której mam 180 kilometrów muszę jechać minimum 2,5 godziny zamiast 1,5? Bo wybudowali mi lotnisko (z którego nie korzystam a nawet jak gdzieś miałbym frunąć, to Lublin nie obsługuje lotów do miejsca docelowego) do którego musimy dopłacać wiele milionów rocznie (bo samo nie jest się w stanie utrzymać)? Przecież, za wybudowanie lotniska i utrzymanie go przez 10 lat można wybudować drogę ekspresową od Zamku Lubelskiego pod samo Okęcie (180 km). Budowa lotniska kosztowała (dane sprzed rozliczenia inwestycji, która formalnie trwa) nieco ponad 420 mln zł (bez VAT). 144 mln zł wyłożyła Unia i państwo. Środki własne portu to ok. 127 mln zł, a z emisji obligacji doszło 150 mln zł.

Odpowiednio, jednostkowy koszt budowy 1 km drogi ekspresowej oszacowano (bez obiektów inżynierskich) na:
- w obszarze zamiejskim         - 16-18 mln zł
- w obszarze zurbanizowanym - 28-30 mln zł.

Więc za lotnisko w Lublinie można byłoby przyspieszyć budowę blisko 30 kilometrów drogi ekspresowej do Warszawy. To jest (jakby nie patrzeć) 1/6 odległości między Lublinem a lotniskiem. Ale, jeżeli dodamy obwodnicę Garwolina (blisko 13 km) oraz odcinek między Kurowem i Jastkowem (blisko 30 km) - mamy już około 70 kilometrów trasy. Więc połowę drogi z Warszawy jedziemy z prędkością 110 kilometrów na godzinę. Pół godziny do przodu.

 

Tyle, że gdyby te prace zostały wykonane 10 lat temu, dziś nie potrzebowalibyśmy lotniska w Lublinie.

 

Jednak, wracając do głównego wątku - droga do Warszawy nie jest jedynym kierunkiem, w którym podróżują ludzie z Lublina. Częstym kierunkiem wyjazdów jest Kraków, Łódź, Poznań, Wrocław, Rzeszów, Gdańsk, Przemyśl. I na poprawie infrastruktury drogowej skorzystaliby wszyscy, nie tylko lublinianie.

Kiedyś zapytałem się mojego Taty, zawodowego kierowcy. Ile czasu potrzebuje, aby Liazem dojechać do Warszawy. Odpowiedział - trzy godziny. Tato już Liazem nie jeździ dwadzieścia kilka lat, ja dziś o wiele szybszym i zwinniejszym samochodem podobne czasy wykręcam. Tyle, że świat poszedł do przodu. A my? Wciąż tkwimy we wczesnych latach 90'tych.

¤ outsourcing ¤ joomla ¤ antywirus ¤  lubelskie ¤ serwis PC ¤ katalog firm ¤ sklep komputerowy ¤ papierosy elektroniczne