Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

yarecky.pl

Strata kogoś bliskiego jest zawsze elementem, który sprawia, że człowiek przystaje na chwilę, aby zastanowić się nad swoim życiem. Co zostawimy po sobie?

W ostatnim tygodniu odeszła z tego świata bliska mi osoba. W sumie, w ciągu kilku dni z mojej rodziny na tamten świat "zabrało się" trzy osoby. Brat mojej Babci, wujek, który był zawsze stawiany mi za przykład, bo podobnie jak ja zajmował się muzyką. Daleki krewny, którego poznałem dwa-trzy lata temu na weselu. I moja druga Babcia. I te wspomnienia będą o Niej.

 

Będę Ją zawsze wspominał jako osobę, która nikomu nie powiedziała złego słowa. Nie ważne, jak bardzo zaszliśmy wszystkim za skórę, jak bardzo daliśmy w kość. Mimo swojej pogodnej natury nikt nie chciał Jej "podpaść", bo tak po prostu "nie wypadało". Specjalnością Babci były pierogi. Miała swój sekret - którego nikt nie potrafi powtórzyć. Mimo tego, że później - po okiem Babci - wiele osób próbowało, smak był podobny, ale nie ten. Coś w nich było specjalnego.

 

Po śmierci Dziadka zamieszkała wraz z moimi Rodzicami. Przez całe swoje życie mieszkali na kolonii, a więc z dala od cywilizacji. Dla kobiety mocno po 70-tce było tak po prostu wygodniej, choć Babcia nigdy na wygody się nie patrzyła. Cieszyła się, że ma 5 minut spacerkiem do swojego kościoła parafialnego i że mogła być codziennie na Mszy. Wcześniej - do kościoła miała dobrych 7 kilometrów, w tym do utwardzonej drogi - 3.

 

Pogrzeb odbył się "po staremu", czyli ze stacją w domu, w kościele oraz na cmentarzu. W domu prym wiodły panie z jednej s kościelnych wspólnot, które poprowadziły regionalne śpiewy. Piękny, ludowy folklor. Tych melodii na próżno szukać w śpiewnikach. Po przyjeździe Księdza przejąłem prowadzenie śpiewów. I choć w kościele - z mojej perspektywy - są pewne niedogodności (np. nie działający poprawnie mikrofon oraz archaiczny instrument organopodobny) - starałem się zagrać jak najlepiej, mimo, że nie słyszałem kantora śpiewającego psalm (czyli mojego Chrzestnego Syna). Jednak, rutyna zadziałała i bez większego stresu dotrwaliśmy do końca. Na cmentarzu miałem ochotę jedynie kopnąć wyjców grobowych za niepoprawną próbę odśpiewania Salve Regina (jakbym ją zaśpiewał po łacinie, wówczas pewnie by zamknęli gęby). Ale, jak się odpowiednio potraktuje oddechy w tym śpiewie - wówczas wyjce dostają zadyszki i po drugim takcie odpuszczają.

 

Jeżeli ktoś przeczyta ten tekst, proszę o "Zdrowaś Mario" za dusze mojej Ś+P Babci.

¤ outsourcing ¤ joomla ¤ antywirus ¤  lubelskie ¤ serwis PC ¤ katalog firm ¤ sklep komputerowy ¤ papierosy elektroniczne