Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

yarecky.pl

Jako człowiek rozpoczynający przygodę z organami kilkanaście lat temu nie sądziłem, że dam się porwać i do reszty wchłonąć temu swoistemu nałogowi. Byłem młody, szukałem swojego miejsca w świecie. Jednak w organach jest coś, co pociąga, sprawia, że człowiek nie może bez nich wytrzymać kilku dni. Jakiś tajemniczy magnes, czy inna substancja, która sprawia, że człowiek staje się z dnia na dzień bardziej uzależniony. Ta substancja w swoim działaniu podobna jest do adrenaliny, więc pieszczotliwie nazwiemy ją "organolina"

 

Czestochova, TexasBył to bodajże rok 1998, w którym wakacje spędzałem w dalekim Teksasie, aby podszkolić język. W każdym odwiedzonym kościele szukałem furtki na chór. W wielu udało mi się na niego dostać i czasami zagrać parę akordów. Jest to również miejsce, w którym pierwszy raz bez pomocy "starszego kolegi", samodzielnie akompaniowałem śpiewom ludu. Nie była to moja praca, za którą dostawałem wynagrodzenie, a sposób na zdobycie doświadczenia. W parafii organista nie był związany mikrofonem i to jak ludzie śpiewają zależało jedynie od tego, w jaki sposób on zagra. Dla kogoś z naszego kręgu muzyczno-kulturowego, przywiązanego do mikrofonowego darcia było to zupełnie niepojęte. Dla mnie - było to coś wspaniałego, co próbuję powtórzyć w miejscach, w których dane mi jest pracować.

 

Zdjęcie które tutaj umieściłem pochodzi z tego okresu - zostało ono zrobione w teksaskiej Częstochowie. Tam również w mojej głowie zaczęły się gromadzić miejsca, które jako początkujący organista chciałbym odwiedzić.

 

Każdy młody organista marzy o dużej parafii z dobrym, zadbanym instrumentem. Albo o tym, aby zagrać w takich miejscach jak Jasna Góra czy lokalna katedra. Pisząc z perspektywy czasu, ja również zrobiłem sobie taką listę. I nie będę oryginalny - znalazła się na niej również nasza Jasna Góra i lubelska Katedra, organy Leżajskiej Bazyliki czy też kazimierska Fara. Jednak spełnienie swojej listy zajęło mi dobre 15 lat. Można powiedzieć - szmat czasu. I tak było.

 

Marzenie jest czymś, co pozwala nam wciąż do niego dążyć. Rybak ma ciągłą chęć wyciągnięcia tej "największej ryby", poszukiwacz złota - natrafienia na jego żyłę. Organista - zagrania na kolejnym instrumencie.

 

Każdy z instrumentów jest inny. Na każdym gra się inaczej. Nie chodzi tylko o kwestie traktury gry, pogłosu czy sposobu intonacji samego instrumentu. Nasze publiczne wystąpienia są również wypadkową naszego humoru, pory dnia, stanu zmęczenia, ilości ludzi we wnętrzu kościoła, ich zaangażowania w śpiew, tonacji  w której śpiewa celebrans. Inaczej będzie grał casionista po nieprzespanej nocy na parapecie, a inaczej zagra - jako organista - na wypasionym 60 głosowym mechaniku. Inaczej będziemy grać w małym drewnianym kościele - inaczej w wielkiej przepastnej bazylice.

 

Nie jestem organistą koncertującym, choć "podstawowy" pakiet literatury przerobiłem, dlatego nie będę wypowiadał się n/t grania chorałów Bacha na instrumentach nowych i tych "z epoki".

Jednak w organach jest coś, co powoduje, że nie mogę się bez nich obejść. Zauważyłem, że trzy dni wolnego (a jest to ilość wolnego którą mam, gdy wypada mi co dwa tygodnie "wolny weekend") jest jednocześnie ilością czasu potrzebną do zregenerowania sił oraz czasem, w którym poziom organoliny spada do niebezpiecznego minimum. Nie przypominam sobie, abym przez ostatnie kilka lat miał przerwę dłuższą niż owe 72 godziny w kontakcie z instrumentem. Później już człek szuka najbliższej kościelnej wieży (zwłaszcza, będąc poza swoim miejscem zamieszkania), albo nerwowo szuka telefonów ludzi z okolicy, znajomych których można odwiedzić. A ci, zawsze chętnie przystają na wspólne koncelebry. Czy będzie to mała wioska, wielka bazylika czy też parafialny kościół w przeciętnym miasteczku.

 

Pamiętam, jak kiedyś podczas pobytu w Wilnie byłem wściekły, bo dzień w którym tam z Żoną wylądowaliśmy był jedynym dniem w tygodniu bez organowego koncertu w kościołach w centrum miasta. A na afiszach same organowe sławy. Ale - sam wyjazd - był zupełnym spontantem z naszej strony, więc brak zastrzyku muzyki organowej nie był aż tak bolesny. Chociaż dawno nie wysłuchałem żadnego koncertu na spokojnie, bez ganiania z lewej na prawą stronę kontuaru. Te upływają pod znakiem "asystenta artysty". I to też dużo daje człowiekowi nowych pomysłów, zwłaszcza gdy koncert odbywa się na "moim" instrumencie.

¤ outsourcing ¤ joomla ¤ antywirus ¤  lubelskie ¤ serwis PC ¤ katalog firm ¤ sklep komputerowy ¤ papierosy elektroniczne