Strona wykorzystuje pliki cookies, jeśli wyrażasz zgodę na używanie cookies, zostaną one zapisane w pamięci twojej przeglądarki. W przypadku nie wyrażenia zgody nie jesteśmy w stanie zagwarantować pełnej funkcjonalności strony!

yarecky.pl

Wielki Post w pełni. W kościołach gromadzą się wierni, aby uczestniczyć w Rekolekcjach Wielkopostnych. Ten wpis traktuje o rekolekcjach jako takich, bez podziału na okresy. I o roli Muzyki w wychowaniu młodych ludzi.

O ile - w przypadku osób dorosłych - przychodzą oni z własnej woli i potrzeby serca, to w przypadku dzieci - nie jest to już takie oczywiste. Przyglądałem się temu "procederowi" przez szereg lat. Jeżeli ktoś nie ma małych dzieci lub nigdy w czymś takim nie uczestniczył - nie ma pojęcia o czym będę pisał i niech od razu przejdzie do przeglądania innej strony. Klikanie "Dalej" będzie czytaniem rzeczy dla niego niezrozumiałych.

 

Dzieciarnia "spędzana jest" ze szkoły. Kilka dni wyjętych z cyklu nauki. Co dostają w zamian regułek matematycznych czy zasad pisowni języka polskiego? Reguły "jak żyć", czy może jakąś wykładnie z nauczania Kościoła, Papieży, Encyklik itp? A może wyjaśnienie Tajemnic Wiary - Narodzenia czy też Męki i Śmierci Pana Jezusa?

Nie. Nic w tym stylu. Dostają luźną pogadankę w wykonaniu księdza, który chce być cool.

Problem z tzw. Mszami dla dzieci jest dosyć poważnym problemem duszpasterskim. Duszpasterzem nie jestem, jestem tylko zwykłym organistą z jakimś tam bagażem doświadczeń. Nie znam się na technikach przemawiania, znam się na grze na instrumencie. I od tej kwestii rozpocznę.

Jak wyglądają owe Msze? Na starcie wychodzi Jegomość z gitarą lub jakiś, zbierany w pośpiechu zespół młodych ludzi. Wyposażeni w gitarę, bębenki, tamburyna i inne "fajne przeszkadzajki" rozpoczynają swoje "Solo Życia" (parafrazując konkurs dla młodych gitarzystów organizowany od jakiegoś czasu). Na wejście wykonywana jest piosenka, nie zawsze posiadająca Imprimatur, ale kawałek, który znają i chcą zaśpiewać. W wielu wypadkach zawartość słowna tej pieśni nijak ma się do okresu w którym jest wykonywana oraz do tego, o czym Rekolekcjonista chce powiedzieć.

W przypadku innych nabożeństw rekolekcyjnych - pieśń wykonywana przez organistę jest powiązana z tematem kazania rekolekcyjnego bądź Antyfonami z danego dnia. Organista poważnie traktujący swój zawód nie kieruje się tym, co zna i co lubi grać, ale od tego ma szereg przepisów, których musi przestrzegać.

Idąc dalej - pieśń na wejście jest przez dzieciaki przestana, bo jej w wielu wypadkach kompletnie nie znają. No fajnie, ktoś coś zaśpiewał. Słowa nie do końca były słyszane, muzyka też jakaś taka skoczna. Była fajna. A o czym? Nie wiem. Podobnie traktowane są pozostałe pieśni. Ktoś coś zrobił, coś zaśpiewał, ale nie ja, bo ja tego nie znam. I od maleńkości dzieciaki uczą się biernego uczestnictwa we Mszy. Gębusi toto nie otworzy, bo nie zna słów. A jak zna słowa, to nie powtórzy melodii.

Brak jest logicznej całości i myślenia wynikowo-skutkowego wśród tych, którzy przygotowują dany zespół śpiewaczy.

Pieśni pieśniami. Później następuje jeszcze gorszy element całości - tzw. kazanie dialogowane. "Fajny" ksiądz chodzi po kościele z mikrofonem w dłoni, zadaje pytania i dzieci odpowiadają. Jak palną coś głupiego - musi jakoś z tego wybrnąć, bo dzieciarnia rży wniebowzięta. I cały misterny plan idzie precz. Dzieciaki dostają za to możliwość wypowiedzenia jednego słowa do mikrofonu i to, aby cokolwiek powiedzieć wypełnia ich całą percepcję. Nieważne jest, jakie jest pytanie. Podnieść łapę do góry i odpowiedzieć. Łazić za tym wodzirejem w sutannie, drzeć się wniebogłosy. I nic później nie da "upraszanie o to, aby w kościele zachowywać się godnie". Tak, jak w przypadku strofowania psa. Jeżeli raz pozwolisz mu spać na kanapie i on się tego nauczy - nie będzie rozumiał, dlaczego teraz go zganiasz. Skoro można było krzyczeć na kazaniu, w trakcie Mszy i ganiać po nawie, jak kot z pęcherzem - dlaczego nie wolno ganiać poza Mszą?

Wydaje mi się, że próbując zejść do percepcji dziecka nie robicie (drodzy Kapłani) czegoś na poziomie dziecka, pokazując mu Ducha, Mistycyzm czy jakimi innymi słowami wyrazić Sacrum. Nie jest to dostosowanie poziomu, ale zwykły infantylizm liturgiczny. "A kuci, kuci, kuci, Pan z Wami", "A gili gili, gili, I z Duchem Twoim". Na takim mniej więcej poziomie widzę mniej więcej 99% dialogowanych kazań.

Gdy byłem młodszy, pamiętam, że gdy Msza zbliżała się do kulminacyjnego punktu - w naszej (jeszcze wtedy kaplicy) na Mszy dla drugich klas była kompletna cisza. Wiedzieliśmy, że dzieje się Coś Ważnego i nie można w tym czasie bawić się warkoczami koleżanki, przyniesionym samochodem czy Play Station. No dobra, dostępne były jedyne warkocze. Co więcej, dzieciaki uczestnicząc w Mszach na innych godzinach nie pchały się w okolice Prezbiterium, tylko zostawały przy swoich Rodzicach. Bo specjalna Msza była tylko dla drugich klas przed Komunią. I na niej byliśmy przygotowywani. Cały, z góry zaplanowany, logiczny ciąg kazań, z dobrym omówieniem danych tematów - dostosowanych do naszej percepcji. Pozostałe dzieciaki uczestniczyły w Mszach dla "ogółu". Te poniżej 2 klasy - mniej rozumiały. Te powyżej - po rocznym przygotowaniu i omówieniu wielu aspektów - dorosły do uczestnictwa w Mszy "dla dorosłych".

To widać po owocach. Jeżeli teraz, ktoś przeprowadziłby badanie - w jakim wieku ludzie uczestniczą w Mszach z własnej woli, to grono Seniorów (50+) byłoby na pierwszym miejscu. Bo to wynieśli z domu. Natomiast na drugim miejscu znaleźli by się ludzie 30-40 letni, którzy - podobnie do mnie - przeszli przez taki styl duszpasterski. Osób w wieku 20-30 lat byłoby już znacznie mniej. Młodzież 15-20 chodzi do Kościoła dziś tylko po podpisy.

I takie są niestety owoce.

Wróćmy jednak do Muzyki. Tak się złożyło, że podczas ostatnich rekolekcji na Mszy dla dzieci byłem sam. Pracując w parafii już kilka lat, biorąc udział w przygotowaniu dzieciaków komunijnych do śpiewów - dzieciaki znają moje podejście. Mam pewien sposób na to, aby zachęcić dzieci do śpiewu. W kościele są duże okna. Co jakiś czas okna "mleczne" są zastępowane przez witraże. Pomysł przyszedł mi do głowy, gdy ekipa od witraży montowała je w jednym oknie. Dzieciakom powiedziałem, że to dlatego, że jakaś inna grupa tak głośno śpiewała, że szyby popękały. Chwyciło. Wystarczyło na początku Mszy zachęcić dzieciaki do śpiewania (znanym im również: "No to teraz wszystkie moje robaczki zaśpiewają ładnie"). Gdy zamiast śpiewu usłyszały zachętę - to wystarczyło.

Oczywiście, pieśni musiałem dobierać z repertuaru okołokomunijnego, takie, aby je znały. Efekt śpiew ludu został jednak osiągnięty. A o ile mi byłoby prościej, gdybym mógł ich muzycznie formować przez cały rok.

¤ outsourcing ¤ joomla ¤ antywirus ¤  lubelskie ¤ serwis PC ¤ katalog firm ¤ sklep komputerowy ¤ papierosy elektroniczne